Zawody w Engelbergu zakończyły I period Pucharu Świata w skokach narciarskich. Wielkimi krokami zbliżają się najsłynniejsze zawody w skokach narciarskich na świecie: Turniej Czterech Skoczni. Poprzednie dwie edycje tego cyklu okazały się mocno biało-czerwone i nie mielibyśmy nic przeciwko temu, by w Bischofshofen na zakończenie Vierschanze Tour znów posłuchać Mazurka Dąbrowskiego. Pierwszy sukces już odnieśliśmy: dzięki świetnym występom Olka Zniszczoła podczas Pucharu Kontynentalnego do Niemiec i Austrii pojedzie siedmiu naszych skoczków.

Dwa lata temu Kamil Stoch rywalizował z Danielem Andre Tandem i po ostatnim konkursie okazało się, że mamy nie tylko wygraną, ale i drugie miejsce Piotra Żyły (warto też wspomnieć, że niedużo zabrakło, by czwarty ostatecznie Maciej Kot także wyprzedził Norwega, który koszmarnie zepsuł swój ostatni skok). Rok temu już nie było wątpliwości: Kamil Stoch wygrał wszystkie cztery konkursy jako drugi w historii, po Swenie Hannawaldzie. Na podium w Oberstdorfie stanął też Dawid Kubacki i do końca liczył się w walce o podium.

Żyła wymiata

Do tegorocznego konkursu nasi skoczkowie przystąpią w roli faworytów. Można o tym mówić już choćby z powodu wyników ostatnich konkursów PŚ w Engelbergu. Co roku wyniki z Gros-Titlis-Schanze są papierkiem lakmusowym dla Turnieju Czterech Skoczni. Kiedy rok temu Kamil Stoch wyjeżdżał ze Szwajcarii z trzecim i drugim miejscem, można było w ciemno zakładać, że będzie mocny w TCS. W tym roku to Piotr Żyła zalicza życiowy sezon, jest wiceliderem PŚ, stanął na podium w obu konkursach w Engelbergu i na pewno będzie mocny w Niemczech i Austrii.
Czekamy też na atak Kamila Stocha.

Według serwisu sportowego https://baseball-statistics.com, skoczek ma dalej duże predyspozycje ku temu, aby świetnie pokazywać się w aktualnym sezonie. Do tej pory, po swojemu, rozpoczyna sezon przyczajony do wyprowadzenia swoich “petard”. Choć daj boże każdemu takie spokojne wejście w sezon – trzy podia i trzecie miejsce w PŚ. W TCS ma jescze coś do zrobienia: trzy wygrane z rzędu to byłaby kolejna strona w historii napisana przez naszego mistrza. Może też jako pierwszy skoczek w dziejach wygrać 6 konkursów TCS pod rząd.

W Engelbergu świetnie pokazał się też Dawid Kubacki. Liczymy na deja vu: rok temu pierwszy konkurs na Gros Titlis skończył na , w drugim był już, Oberstdorf zaliczył na podium, a cały turniej zakończył na. W tym roku zaczął jeszcze lepiej 6 i 4 miejsce w Engelbergu – dokąd może go to doprowadzić? O ile Piotr i Kamil są faworytami, Dawid już stał się czarnym koniem TCS.

Jest znakomicie. Trzech tuzów, w odwodzie reszta naszych orłów z zadaniem eliminowania rywali z drugiej serii (przypomnijmy, że w TCS obowiązuje skakanie w parach i system KO). W tle wyścig zbrojeń i nowinki sprzętowe, o których już coraz głośniej. Już właściwie moglibyśmy pisać scenariusz polskiego zwycięstwa w 67 Turnieju Czterech Skoczni, gdyby nie jeden człowiek-kłopot, który spędza nam sen z powiek. Nazywa się Ryoyu Kobayashi, lider PŚ z bilansem zwycięstw 4/7 i podiów 6/7 – i jest w znakomitej formie. Czy nasi znajdą na niego sposób?

Najbliższe konkursy w skokach narciarskich zapowiadają się pasjonująco.